Książka jaka jest, każdy widzi. Drugi powiedział, że książka to jedności funkcji, formy i treści. Najpierw były tabliczki gliniane, zwoje papirusowe. Potem pojawił się pergamin i piękne iluminacje, minęły całe wieki a do głosu doszedł drzeworyt i papier. Zaraz za nimi pojawił się ojciec druku, niejaki Johannes Gutenberg z Moguncji. Potem długo, długo nic, do czasu rewolucji przemysłowej i taniego papieru, który nota bene prawie się nie zachował do naszych czasów. Po drodze gdzieś nieśmiało pojawił się mikrofilm,  czy ktoś to widział poza pracownikami Pracowni Reprografii i Digitalizacji Zbiorów ? Aż w końcu pojawił się on – ebook. Na uniwersytetach grzmieli: nowa postać książki tak, ale dla książki naukowej, a nie dla beletrystyki. A ja im wierzyłam. I tak żyłam w średniowieczu, do czasu aż dostałam czytnik ebooków. Nie ma sensu rozpisywać się co lepsze książka papierowa czy elektroniczna. Kwestia gustu, może przyzwyczajenia. To prawda plik nie ma żadnej wartości sentymentalnej. Ale czy my ludzie XXI w. jesteśmy aż tak bardzo sentymentalni ?