dzikie_bialko

Rok 2014 obfituje w sięganie przeze mnie po zaległości czytelnicze. Rzadko mam okazję czytać literaturę polską, z różnych przyczyn. Zachęcona pochlebnymi opiniami o Chmielewskiej wszak to Wielka Dama polskiego kryminału. Przez wszystkie swoje lata twórczości zdążyła napisać mnóstwo kryminałów, została ogłoszona polską Agatha Christie. W ramach wyzwania czytelniczego sięgnęłam po Dzikie białko. Książka podobno nie-do-przeczytania. Mit potwierdzony. Do połowy książki myślałam, że czytam kryminał, że zaraz będzie trup i zacznie się szukanie mordercy. A tu proszę marchew ekologiczna, łoś w lodówce, wielostronicowy zachwyt nad jajami od kur z wolnego wybiegu. W końcu polowanie na dzika, dzikie-biało. Akcji zero a każde zdanie dopisane jakby na doczepkę. Zakład wygrany ale można powiedzieć, że to było pyrrusowe zwycięstwo.
Finał – na razie wstrzymuję się z dalszym poznawaniem twórczości Chmielewskiej.

Moja ocena: 3/6