Month: Maj 2014

Chirurdzy, co dalej bez Christiny

chirurdzy

Wiosenny sezon serialowy 2014 dobiegł końca. Za nami ostatni odcinek Chirurgów. I jak się okazało koniec przyjaźni Meredith i Christiny. Każda z nich wybrała inną drogę, bardziej komfortową dla siebie. Twórcy serialu ładnie podziękowali za lata pracy Sandrze Oh, odtwórczyni roli Christiny. Na całe szczęście nie umarła na zawał (Ryśku pamiętamy), tudzież nie wyzionęła ducha pośród kartonów. Już nie raz bywało, że z serialu odchodzili moi ulubieni bohaterzy: Burke, Teddy czy Addison ale bez Christiny ciężko wyobrazić sobie poczynania Meredith.
Teraz pozostaje cierpliwie poczekać na 11. sezon, tym razem bez Mojej osoby.

Na zakończenie chyba najlepsza scena z 10. sezonu.

Za ciosem tym razem Christie

INieByloJuzNikogo

Jeśli Chmielewska to Wielka Dama kryminału to o Christie można powiedzieć że jest Królową gatunku. Na zaledwie 150 stronach potrafiła opowiedzieć wciągającą historię. I nie było już nikogo (inny tytuł Dziesięciu Murzynków) morderstwo doskonałe a punktem wyjścia jest dziecięca wyliczanka. Poznajemy 10 osób, każda zupełniej różnej osobowości. Aż trudno uwierzyć, że na tajemniczej wyspie znaleźli się przez przypadek. Coś jednak ich łączy – zbrodnia, której dopuścili się w przeszłości. Żadne z nich nie zostało ukarane ale nic straconego, bo tajemnicza ręka sprawiedliwości dosięgnie każdego. Autorka bardzo sprytnie przerzuca ciężar oskarżeń byśmy znów mogli usłyszeć Jeszcze jeden z nas, którego niewinność została udowodniona za późno! Odcięci od świata snują domysły kto będzie następną ofiarą.

Moja ocena: 5/6

Moja przygoda z Chmielewską

dzikie_bialko

Rok 2014 obfituje w sięganie przeze mnie po zaległości czytelnicze. Rzadko mam okazję czytać literaturę polską, z różnych przyczyn. Zachęcona pochlebnymi opiniami o Chmielewskiej wszak to Wielka Dama polskiego kryminału. Przez wszystkie swoje lata twórczości zdążyła napisać mnóstwo kryminałów, została ogłoszona polską Agatha Christie. W ramach wyzwania czytelniczego sięgnęłam po Dzikie białko. Książka podobno nie-do-przeczytania. Mit potwierdzony. Do połowy książki myślałam, że czytam kryminał, że zaraz będzie trup i zacznie się szukanie mordercy. A tu proszę marchew ekologiczna, łoś w lodówce, wielostronicowy zachwyt nad jajami od kur z wolnego wybiegu. W końcu polowanie na dzika, dzikie-biało. Akcji zero a każde zdanie dopisane jakby na doczepkę. Zakład wygrany ale można powiedzieć, że to było pyrrusowe zwycięstwo.
Finał – na razie wstrzymuję się z dalszym poznawaniem twórczości Chmielewskiej.

Moja ocena: 3/6